My life: work, fun and then some...

Monday, March 31, 2008

W pazdzierniku...

Najpierw tydzien na Columbia University (pracowo-edukacyjnie), a potem 1.5 tygodnia na Karaibach: San Juan-Barbados-St Lucia. Na koniec jeszcze zakupy w NYC / NJ.

Planowanie nawet krotkich wakacji pol roku wczesniej jest mistrzostwem swiata. Wymyslenie wlasciwej podrozy poslubnej (caly styczen) jeszcze przed nami. Wahamy sie miedzy Australia & Nowa Zelandia (drogo), a Madagaskarem...

Sunday, March 16, 2008

Winda na szafot

Kazdy chyba ma taka granice. W pewnym momencie tasmociag oskarzen i wyrzutow staje sie tak abstrakcyjny, ze czlowiekowi przestaje byc przykro, samoistnie wlacza mu sie mechanizm nieprzyjmowania, niesluchania chyba nawet (?) kolejnych. Do tego juz kompletnie runal mi mit o bezwarunkowej milosci. Wlasciwie teraz to juz bylo zamiatanie po tym jak sie walil od dawna. Ale zbuduje sobie nowy, za pare lat.

Tymczasem miedzy projektowaniem P&L'a, a budowaniem cash-flow (tak, gdzies pomiedzy jest jeszcze balance sheet) wsluchuje sie w sciezke "Ascenseur Pour L'├ęchafaud" Miles'a Davis'a. Bezczelnie genialne.

Tuesday, March 04, 2008

8 lat